Jak byłam dzieckiem, to dużo czasu spędzałam na wsi u mojej nieżyjącej już babci, mamy mojej mamy. A tam, jak to dzieci bawiłam się z innymi dziećmi, między innymi z dziećmi sąsiadów. Sąsiedzi mieli 7 dzieci, w tym tylko 2 dziewczynki.
Obecnie wszyscy są już dorośli. Najmłodsze ma 18 lat. I to najmłodsze od dziecinnych lat sprawiało dużo problemów rodzicom. I wczoraj dotarła do mnie niezrozumiała dla mnie historia, dramat całej rodziny. 18-latek prawdopodobnie dopuścił się kradzieży. Poszkodowany wskazał tego chłopaka. I na skutek tego policja pojawiła się w nocy w domu tego 18-latka. Nie mam pewności jak się wszystko odbyło, ale koniec końców 3 osoby wylądowały w areszcie.
Podobno dwóch braci tego chłopaka chciało wydostać brata z rąk policji i doszło tam do bójki. Za pobicie policjantów grozi im 10 lat więzienia. Nie wiem ile jest za kradzież.
Od wczoraj siedzę chwilami otępiała i nie mogę zrozumieć tego wszystkiego. Tego 18-latka dobrze nie znałam, ale tych dwóch pozostałych braci znałam od dziecka. Nie potrafię sobie wyobrazić tego zdarzenia. Jak mogło dojść do tego wszystkiego. Może ich tak dobrze nie znałam? Może zmienili się w ciągu ostatnich lat?
Może wystarczy kilka lat i człowiek zmieni się nie do poznania?
Kilka lat później … 25.07.2020 r.
Wiem, że ta cała sprawa jakoś dobrze się skończyła, bo nikt z nich nie skończył w więzieniu.

