Pamiętam, że jak byłam dzieckiem, to wtedy taty ciągle nie było w domu. Widywałam go bardzo rzadko, rano albo późnym wieczorem. Bardzo ciężko pracował, chciał aby jego dzieci miały lepiej niż on. Nie miał przez to czasu dla nas. Nie bawił się z nami, nie uczył się z nami, nie chodził na wywiadówki. Wszystkie te sprawy załatwiała mama.
Od paru lat tata jest na emeryturze i dopiero teraz ma czas, mnóstwo czasu, z którym w zasadzie nie wie co robić. Teraz ma dla wszystkich czas. Lubię z nim posiedzieć, ot tak po prostu, pogadać, a nawet pomilczeć. Od jakiegoś czasu mój tata bardzo mnie zaskakuje swoim postępowaniem i zachowaniem. Nie znałam go takiego.
Odkąd jego wnuczka, a moja bratanica chodzi (a ma 1,5 roczku) to oboje szaleją przy zabawie. Gonią się, bawią się w chowanego, grają w piłkę, chodzą razem na czworakach, tańczą. Widać jak ta mała istotka przepada za dziadkiem. Chodzi za nim krok w krok i ciągle wyciąga do niego rączki.
Szkoda, że rodzice mają dopiero czas dla wnuków, a nie mieli go dla własnych dzieci. A ja nie potrafię z nią się tak bawić, jak mój tata. Tylko się tym zabawom przyglądam. Raz ją tylko wzięłam na ręce i to dawno temu, jak dopiero stawiała pierwsze kroki.
Jakieś dwa tygodnie temu z lekkim wahaniem chciałam ją wziąć na ręce, to odsunęła moje ręce i pobiegła do dziadka. Echhhhhh. Przykro mi się zrobiło. Nie umiem z dziećmi postępować? Boję się, że zrobię krzywdę mojej bratanicy i chyba zaczynam przez to tworzyć jakiś dystans między nami. I ona już wie, że bawić się może, ale tylko z dziadkiem. Z zachwytem patrzę na nią, na ogromne z dnia na dzień postępy, ale boję się ją wziąć na kolana, czy na ręce.
Kilka lat później … 11.07.2020 r.
Trwało to jeszcze jakiś czas, ale w końcu udało mi się złapać z nią kontakt. Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Bratanica uwielbia mnie tak samo, jak swojego dziadka.

