Pamiętam, że kiedy jeszcze mieszkałam w Krakowie nic nie słyszało się o narzekaniach wśród ludzi na księży. Kazania były przydługie. I o tym jedynie się mówiło.
Natomiast na wsi to co i rusz teściowa przynosi jakieś informacje o księdzu. Plotki to czy prawda? Trudno powiedzieć. Tydzień temu przyszła od kogoś z informacją, że w jakiejś gazecie opisano naszego księdza proboszcza.
Podobno napisano, że jest księdzem, który pobiera bardzo wysokie opłaty za różnego rodzaju posługi i usługi. Wiem, że jest drogo bo już wielokrotnie porównywałam tutejszy cennik z cennikiem z mojej byłej parafii w Krakowie.
U mnie na wsi jest tylko kaplica. Kościół parafialny jest na wsi obok naszej wsi. I my tam jeździmy na mszę na 9 rano. W kaplicy msza święta jest dopiero o godzinie 11. I jest to jedyna msza w ciągu dnia. A teraz w piątki ludzie w kaplicy organizują drogę krzyżową.
2 tygodnie temu podczas ogłoszeń parafialnych mogliśmy usłyszeć, że w piątek będzie droga krzyżowa u nas w kaplicy. Wszyscy zrozumieli, że na tę drogę krzyżową przybędzie ksiądz z parafii. Niestety nie pojawił się. Natomiast w miniony piątek, jak co piątku ludzie ze wsi poszli na drogę krzyżową. I zastali
kaplicę zamkniętą.
Doszli do wniosku, że może za chwilę przyjdzie kobieta, która zwykle ma klucze do kaplicy i ją otworzy. Odczekali 15 minut i wysłali jakieś dziewczątko do tej kobiety po klucze. Zastała dom na głucho zamknięty. Ponarzekali na księdza proboszcza i poszli do domów.
No cóż, a tyle się mówi, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła ...

