Lipiec tego roku chyba każdemu kojarzy się z deszczem. Miałam urlop od połowy lipca do piątego sierpnia, z czego ze 3 dni miałam tylko słoneczne. Całe szczęście, że nie zaplanowałam żadnych wczasów w tym roku. Gdzieś słyszałam, że 27 dni lipca było deszczowych.
W ubiegłym roku w maju też tak padało. Miałam nadzieję, że do ślubu, który był zaplanowany na 15 maja 2010 roku deszcz przestanie padać.
Martwiłam się trochę przez parę ostatnich dni przed ślubem tym deszczem. Przykro mi było, że deszcz zmoczy moje śliczne atłasowe białe buciki i nie tylko. Ponadto deszcz kojarzy mi się ze łzami.
Dzień mojego ślubu upłynął co prawda bez słońca ale i też bez deszczu. Zaczęło padać około godziny 22 i padało jeszcze dobrych parę dni.
Mój tata wtedy powiedział, że ktoś tam na górze, nad nami, odgonił deszczowe chmury z radości z największego mojego wydarzenia w życiu ...
Kilka lat później … 20.04.2020 r.
Pamiętam ten mój dzień ślubu i ten deszczowy maj. Zresztą, czy jest ktoś, kto zapomniałby jak wyglądał jego dzień ślubu? Myślę, że nie.
Jeszcze w piątek lało jak z cebra calutki dzionek. A w sobotę nie było słońca, ale też nie było deszczu i to przez calutki dzień! Zaczęło padać dopiero około 22 godziny, zresztą tak jak pisałam powyżej.
Deszcz mi się już nie kojarzy ze łzami. Wręcz przeciwnie. Odkąd mieszkam na wsi, to deszcz kojarzy mi się zupełnie z czym innym.
Deszcz to woda w studni, deszcz to plony, deszcz to pięknie kwitnące kwiaty na łące i teraz w kwietniu kwitnące niektóre drzewa. Deszcz to wspaniale soczysta zieleń trawy. Deszcz to czyściejsze powietrze. Deszcz to życie!!!

