W miniony wtorek miałam 2 kolejne godziny jazdy z instruktorką. Początek był dramatyczny. Nie wiedziałam jak wyjechać z podporządkowanej drogi na główną. Wpadałam w panikę. Potem trochę ją okiełznałam i ruszyłam do przodu. Podczas tej jazdy dwa razy zgasł mi samochód, ponadto ruszałam z piskiem opon.
Na końcu instruktorka nie wyciągnęła kalendrza i nie zapisała mnie na kolejną lekcję. Powiedziała żeby jeździć jak najwięcej. Jak nie będę jeździć jak najczęściej, to nic z tego nie będzie.
Na końcu instruktorka nie wyciągnęła kalendrza i nie zapisała mnie na kolejną lekcję. Powiedziała żeby jeździć jak najwięcej. Jak nie będę jeździć jak najczęściej, to nic z tego nie będzie.
Byłam bardzo zaskoczona, zawiedziona i jakaś poczułam się opuszczona. Odnosiłam wrażenie, że jeszcze potrzebuję jakiejś jednej chociaż lekcji z osobą obok, która ma do dyspozycji hamulec i która będzie mogła w każdej chwili za mnie hamować.
Powiedziałam potem o tym Pawłowi, na co on, że przecież masz prawo jazdy i ile można się uczyć. Będziemy jeździć i na pewno sobie dam radę. W końcu zdałam oba egzaminy (teoretyczny i praktyczny) za pierwszym razem.
Muszę się tutaj trochę pochwalić. Miałam 31 lat jak przystępowałam do egzaminu na prawo jazdy. Na egzaminie teoretycznym byłam jedyną taaaką starą wśród tych dzieciaków i jako pierwsza skończyłam egzamin i sobie poszłam.
Byłam bardzo dumna z siebie. Myślałam, że 31 latka już nie ma tak dobrej pamięci, jak osoby w wieku około lat 20. W ogóle na te egzaminy poszłam bardzo przeziębiona, miałam ataki kaszlu i okropny katar.
Jak wsiadłam do samochodu i wyciągnęłam chusteczki to wtedy egzaminator zadał mi pytanie: zamierzasz płakać? Roześmiałam się jak usłyszałam jak on się zwraca do mnie na ty. Potem przez cały egzamin używał po prostu mojego imienia np.: wrzuć dwójkę Monika czym mnie doprowadzał do histerycznego śmiechu.
Rozładowywał tym u mnie stres. No i zdałam za tym pierwszym razem, a teraz się boję, że sobie sama na drodze nie poradzę bez tego dodatkowego hamulca.
Kilka lat później … 15.04.2020 r.
No i nie jeżdżę hi hi. I co z tego, że egzaminy zdałam za pierwszym razem, skoro i tak nie jeżdżę. Właściwie to póki co, nie mam potrzeby jeździć samochodem.
Do pracy jazda samochodem i stanie w gigantycznych korkach w Krakowie nie ma zupełnie sensu. Do pracy lub do domu szybciej docieram środkami komunikacji miejskiej.
Minusem jazdy środkami komunikacji miejskiej są zatłoczone autobusy i tramwaje. Szczególnie uciążliwe są te tłumy w upalne dni.
Piszę dzisiaj tutaj o okresie przed koronawirusem. Teraz nie jeżdżę do pracy. Pracuję zdalnie w domu.

