W ubiegłym tygodniu mój mąż wziął sobie parę dni urlopu, bo u niego w pracy jest teraz zastój. W tym czasie głównie wypoczywał. A w sobotę zabrał się za czyszczenie komina, gdyż od wielu dni był problem z ciągiem. Pomagała mu w tym jego mama, a ja gotowałam obiad. Zajęło im to dobrą godzinę. Paweł wrócił cały czarny od sadzy. Poszedł od razu się wykąpać. Sadzę miał wszędzie – w oczach, gardle, nosie. Nie sądzę, aby to było zdrowe.
No, a potem się zaczęło … od jakiegoś drapania w gardle. Na drugi dzień przeszło mu z gardłem, w zamian dostał kataru, ale takiego ogromnego, że niemal przez cały czas przy jego nosie widziałam chusteczki higieniczne.
Doszliśmy do wniosku, że widocznie przeziębił się przy tym czyszczeniu komina. Zdarza się. A potem katar mu przeszedł i zaczął się kaszel. Ja się nie bałam, że się zarażę, bo to tylko przeziębienie, a nie infekcja. Niestety jednak się zaraziłam. Tylko jak to wytłumaczyć? Sadza jest brudna, więc jednak to infekcja?
Paweł kaszle, z katarem już ma mały problem, a mnie zaczęło boleć gardło. Następny pewnie będzie katar, a potem kaszel. No niesłychane! Siedzieć w domu na urlopie, nigdzie nie wychodzić i się rozchorować! Przydałoby się aby nas obejrzał lekarz, ale Paweł twierdzi, że mu przechodzi, a ja liczę na to, że gardło przestanie mnie boleć i skończy się choroba.

