Na jesieni ubiegłego roku zaczęliśmy się starać o dziecko. Ja gdzieś w głębi siebie jeszcze nie byłam na dziecko gotowa. Z jednej strony nie miałam na co czekać, bo jestem grubo po 30, a z drugiej strony wydawało mi się, że to jeszcze nie jest ten czas. Ubiegłoroczną jesień spędziłam na przygotowaniach do egzaminu na studiach podyplomowych, który miał mieć miejsce w grudniu.
Egzamin równa się duży stres. Dwa miesiące przygotowywałam się do tego egzaminu i żyłam w ciągłym stresie. I kiedy okazywało się, że nie jestem w ciąży, to dochodziliśmy z mężem do wniosku, że powodem tego jest ten właśnie stres. Odetchnęliśmy z ulgą, kiedy już zdałam ten egzamin. No to teraz nic nie stoi na przeszkodzie, teraz już na pewno zajdę w ciążę. Tak sobie wtedy myślałam.
Niestety ciągle w tę ciążę nie zachodziłam. Szukaliśmy przyczyn tego faktu. Początek roku to ciągłe moje przeziębienia. Pewnie to powód niezachodzenia w ciążę. Zwierzyłam się z tego koleżance, a ona mi na to, że przeziębienie nie ma nic do rzeczy i zaczęła mnie namawiać na wizytę do lekarza.
W marcu poszłam do lekarza. Lekarka zleciła szereg badań. Zrobiłam wszystkie badania i wyniki postanowiłam sobie sprawdzić w internecie. I włosy mi dęba stanęły ....
Kilka lat później … 28.05.2020 r.
No cóż to dopiero początek starań o dziecko. Jeszcze wiele stresu i bólu czekało mnie i mojego męża w przyszłości w drodze o walkę o zajście w ciążę, utrzymanie jej i urodzenie zdrowego dziecka.

