Bardzo mnie poruszył komentarz dodany przez Agę pod artykułem: "Remont pokoju".
Też zazdrościłam i to bardzo parom, które znałam, choćby nawet z widzenia. Często zastanawiałam się dlaczego ja muszę być sama, taka fajna chyba osoba. Znałam kobiety, na przykład w pracy, bardzo chamskie, wulgarne w stosunku do innych ludzi i mające swoją rodzinę. Zadawałam pytanie sobie i Bogu: dlaczego jestem sama, dlaczego nie ma tego jedynego człowieka przy mnie.
Jeżeli chodzi o mnie to, że byłam sama, to myślę w dużej mierze moja zasługa. Miałam mnóstwo kompleksów, przez co byłam bardzo nieśmiała. Przez mur nieśmiałości nikt nie miał szansy się przebić.
Jak byłam nastolatką, miałam około 18, 19 lat, to było aż dwóch chłopaków, którzy mną się interesowali. Tych dwóch chłopaków mieszkało na wsi, do której to jeździłam, bo mieszkała tam moja ukochana babcia.
Jeden z tych chłopaków poprosił mnie do tańca na jakimś weselu, przetańczyłam z nim parę kawałków i potem uciekłam udając, że mnie brzuch boli. Potem ten chłopak za mną łaził, a ja udawałam, że go nie chcę, wręcz go nie poznaję. Trwało to jakiś czas, potem przestałam go widywać, może się ożenił?
Myślę, że trzeba korzystać z życia. Wychodzić do ludzi. Może zapisać się na jakieś kursy. A i najważniejsze: uśmiech na twarzy. Dla facetów tak naprawdę nie ma znaczenia super figura, ale radość życia.
Kiedyś na jakimś spotkaniu z jakimś mężczyzną z internetu (jak miałam około 26 lat) usłyszałam, że nie spodziewał się spotkać tak wesołej osoby. Zdjęcie, które zamieściłam na portalu randkowym przedstawiało smutasa. O i ten facet, to też była jakaś szansa. On pisał do mnie listy, chciał się spotykać.
Nie byłam w stanie się przemóc, przebić się przez moją nieśmiałość i odmówiłam. Poza tym on był starszy ode mnie o 7 lat i wydawało mi się, że jest po prostu stary.
A Pawłowi dałam szansę, a może to po prostu takie przeznaczenie moje ...
Wtedy kiedy Paweł się do mnie odezwał, to ja byłam przekonana, że już nie mam żadnych szans na znalezienie normalnego faceta i w ogóle faceta ... :).
Kilka lat później … 10.05.2020 r.
Chłopaka ze wsi pamiętam do dziś. Bardzo mi się podobał, ale nie potrafiłam nawiązać z nim bliższej znajomości. Ożenił się, a jakże. Na jakimś portalu, wiele lat temu, znalazłam jego zdjęcie z malutkim dzieckiem.
To, że byłam tak długo sama zawdzięczam sobie i tylko sobie. Mam wrażenie, że taka nieśmiałość raczej zdarza się rzadko. Zadaję sobie teraz pytanie, skąd ona się wzięła?
Oczywiście można obwiniać za to rodziców. Może nie chwalili mnie dostatecznie w dzieciństwie? Tak, ale będąc dorosłą osobą, mogłam przecież zrobić coś z tą nieśmiałością. I robiłam, walczyłam ze sobą, tylko trwało to strasznie długo, wiele lat.
Pamiętam, że był taki facet starszy ode mnie o 7 lat, ale nie zupełnie nie pamiętam jego twarzy. I rzeczywiście byłam przekonana, że jest dla mnie za stary.
I teraz wiem, że 7 lat, to nie jest aż tak wielka różnica wieku.
W wieku trzydziestu paru lat, czyli wtedy, kiedy poznałam mojego męża nie miałam super figury, ale radość życia, to już tak. Uśmiech i życzliwość zjednuje nam ludzi.
Tuż przed poznaniem Pawła doszłam do wniosku, że założenie rodziny nie jest mi raczej pisane. Nic nie wychodziło z tych poszukiwań przez Internet tego jedynego faceta. Postanowiłam sobie wymienić stare meble na nowe i żyć sobie u boku moich rodziców.
Konta na portalu randkowym nie zamknęłam i całe szczęście. Któregoś dnia przeczytałam list od Pawła i szybko zaproponowałam spotkanie. Byłam przekonana, że i tak z tego nic nie będzie, jak do tej pory. Chciałam mieć z głowy kolejnego faceta. I może dlatego na pierwszym i kolejnych spotkaniach byłam naturalna. Roześmiana i rozgadana.
Jednakże na kolejne spotkania szłam, bo nie miałam nic lepszego do roboty w niedzielę. Nie wierzyłam w to, że znajomość może rozwinąć się w miłość. Traktowałam Pawła jak kolegę. I tak powoli coś się zaczynało …

