W moim jeszcze domu posiedzieliśmy (ja z Pawłem) z moimi rodzicami. Trochę pogadaliśmy, głównie na temat minionego dnia ślubu. Wszystko ładnie się udało. Nie było żadnych wpadek. Jedzenie w lokalu było bardzo smaczne.
Zbliżała się północ i moja wyprowadzka z domu ... Rodzice usiłowali nas przekonać (a raczej Pawła, niż mnie) do tego, że jest noc i możemy przecież przenocować. Paweł nie chciał o tym nawet słyszeć.
A więc ze łzami w oczach spakowałam parę rzeczy do torby. Na drugi dzień miałam i tak przyjechać do rodziców, wtedy miałam zamiar wziąć więcej rzeczy.
Kiedy byłam już gotowa do wyjścia rozbeczałam się na dobre. Mama mi zawtórowała. Zalewałyśmy się łzami. Tata nas uspokajał, że przecież nie wyjeżdżam na koniec świata i będę przyjeżdżać do nich. To nie pomogło.
Płakałyśmy coraz bardziej. Czułam się strasznie. Opuszczałam moich rodziców, na zawsze. Skończyło się coś w moim życiu. Już nie będę w stanie być w każdej chwili pomocną moim rodzicom. Miałam trzydzieści parę lat i beczałam jak małe dziecko ...
Całą drogę do nowego domu płakałam ... Płakałam jak wysiadaliśmy z samochodu i płakałam jak wchodziłam do obcego domu (poniekąd mojego już domu) ............................................................
Dramat.

