Żywopłot jest piękny wiosną i latem, ale jest przy nim mnóstwo pracy i często z mężem trochę żałujemy, że zdecydowaliśmy się na tego typu ogrodzenie. Co roku trzeba przycinać żywopłot (co najmniej 2 razy w roku) i wyrywać chwasty (wiele razy). Gdy sadziliśmy żywopłot to myśleliśmy, że tylko tyle będziemy przy żywopłocie robić. Myliliśmy się. Co roku dosadzamy kolejne sadzonki, bo każdego roku znajdujemy trochę krzaków uschniętych.
A w tym roku na dodatek z końcem lata zauważyliśmy, że jakaś choroba dopadła nasz żywopłot. Listki miały jakieś plamy. Przestraszyliśmy się, że tyle pracy przez ostatnie lata pójdzie na marne i cały żywopłot nam uschnie. Mąż kupił jakiś środek chemiczny, bardzo toksyczny i rozpoczął leczenie żywopłotu.
Do rozpylania środka chemicznego zakłada maskę przeciwgazową, okulary i czapkę. W takim przebraniu wygląda bardzo śmiesznie i jednocześnie strasznie. Jego głowa przypomina głowę osy. Gdy już był tak ubrany, to wtedy nagle zza rogu domu wyłoniła się kobieta z dziewczynką i z koszykiem w ręku. Gdy zobaczyły mojego męża to przystanęły zdumione, a dziewczynka szybko schowała się za kobietę. Przyszły zapytać czy mąż kupi koszyk.
Koszyk był bardzo duży, do niczego nam nieprzydatny, więc mąż powiedział, że koszyków nie używamy. To był taki koszyk, z jakim moja babcia chodziła na trawę. Ścinała sierpem trawę, ładowała ją do kosza i przynosiła ją swojej krowie do zjedzenia. No cóż, my nie mamy krowy. Nie wiem czy ktoś na wsi ma krowę. Ja nie widziałam tutaj krów.
Kilka lat później … 31.05.2021 r.
Żywopłot nadal mamy i całkiem nieźle się trzyma. Mamy piękny zielony płot, wyższy ode mnie. Sarna się już przez niego nie przedrze. Niestety inne zwierzęta nie mają problemu z pokonaniem żywopłotu, czyli bażanty, krety …

